Doświadczenie pozabiznesowe
Liceum. Studia. Praca. Wokół.
Kiedyś, dawno dawno temu, gdzieś w centralnej Polsce... Był sobie rokendrolowy zespół. I ten zespół grał trochę koncertów w kraju i zagranicą i miał przyjemność zespół ten, choć aby się nie powtarzać tyle razy, może napiszę, kapela, więc kapela ta przyjemność miała, wystąpić w Jarocinie w latach 1992, 1993 i 1994. I to był niezmiernie ciekawy okres w moim życiu, a potem była matura i studia na Politechnice Warszawskiej.
Po tym okresie pozostała niesłabnąca pasja poznawania ludzi, zamiłowanie do podróży i pozostał też oczywiście Rock & Roll, który rozumieć warto, jako: Szukanie własnej drogi, na...
Hmmm, może ja się wysilać, nie będę tylko przytoczę po prostu jednego z największych Rokendrolowców, jakich planeta Ziemia wydała (choć pewnie francuski kompozytor, niejaki Hector Berlioz, zaprzeczałby twierdząc, iż: "Nie z tej ziemi on jest"), bo on to ujął genialnie, czym dla mnie Rokendroll, jest:
"Czynić dobro, gdzie to jest możliwe, kochać wolność ponad wszystko, nie zaprzec się prawdy nawet przed tronem!"
Ludwig van Beethoven

I pewnie, pracowałbym gdzieś teraz w jakimś laboratorium chemicznym, albo Bóg jeden raczy wiedzieć gdzie, gdyby nie pewne wydarzenie, które miejsce miało, gdy na trzecim roku studiów byłem, a konkretnie wydarzyło się to w pracowni biochemicznej, gdzie wraz z innymi studentami z roku, właśnie zajmowaliśmy się Miareczkowaniem Alkacymetrycznym.
A pod tym tajemniczym hasłem, w skrócie opowiem, bez w szczegóły wnikania, co się kryje. Miareczkowanie polega na tym, że przy pomocy specjalnej pipetki odmierzasz kropelka po kropelce, kropelki roztworu jakiegoś i liczysz z zegarkiem w ręku i uważać musisz i pilny być, i liczysz te kropelki i w specjalnym zeszycie zapisujesz, po której kropelce, coś się z danym roztworem stało.
I gdy tak liczyłem te kropelki, co by do wspomnianego wydarzenia powrócić, to troszkę za dużo mi się tych kropelek ulało i ciurkiem poleciało, więc eksperyment, trzeba było powtórzyć i teraz to wydarzenie się stało!!! Wydarzenie, które sprawiło, że podjąłem decyzję o porzuceniu na trzecim roku studiów na Polibudzie.
Uniosłem głowę, a wspomnieć muszę, że ubrany byłem w biały kitel i wszyscy ubrani byli w białe kitle, bo to z biochemii laboratorium i tak trzeba, więc do mojego głowy unoszenia powracając, głowę uniosłem i moim oczom ukazał się widok następujący:
Tak ze dwudziestu pięciu, no może dwudziestu sześciu, dorosłych, 21 letnich facetów, wszyscy ubrani w białe kitle, przygarbieni nad zegarkiem i roztworem i pipetką i wszyscy jak jeden mąż liczą, ile kropelek do roztworu, po ilu kropelkach, co w kropelkach itd., etc.
I gdy dotarło do mnie, to co zobaczyłem, to odłożyłem pipetkę, podziękowałem koledze, z którym liczyłem, zdjąłem kitel i wyszedłem z Politechniki.
I poszedłem na Psychologię. I choć nie znam wszystkich wydziałów na świecie, to jednak przekonany jestem, że Wydział Psychologii na UW, jest najlepszym wydziałem, w całym Wszechświecie.
I wiedziałem od początku, że po psychologii zostanę trenerem, szkoleniowcem, konsultantem, bo oprócz wszystkich innych motywacji, o których wyżej wspomniałem, pozostała we mnie pasja do koncertowania, bo gdy człowiek, spojrzy na pracę trenera z innego trochę kąta, to przy odrobinie dobrej woli, dostrzec może, że to tak naprawdę, koncert jest, tylko przekaz już zupełnie inny...
I fascynowała mnie psychologia:
- Osobowości;
- Poznawcza;
- Uczenia się i pamięci;
- Organizacji i pracy;
- Temperamentu;
- Środowiskowa;
- Rozwojowa;
- i oczywiście społeczna.
Dużo dowiedziałem się także wnikając w psychopatologię, która to często jest utożsamiana przez ludzi psychologii nie studiujących, właśnie z psychologią sensu stricto.
A potem była praca, w korporacji, o której na innych stronach piszę, i w korporacjach też się bardzo dużo nauczyłem i o ludziach i o samym sobie. I pamiętam, jak kiedyś, nie tak dawno, jednen z trenerów wschodnich filozofii i wyznań, powiedział do mnie następującą rzecz:
"Przestrzenie i szczyty korporacji, to bardzo wymagająca droga rozwoju duchowego".
Bo abstrahując od wszystkiego, to tam nauczyłem się: Planowania, Ustalania celów i priorytetów, Współpracy w zespole, Zarządzania czasem, Współżycia z ludźmi, Prowadzenia szkoleń, Zarządzania informacją, Delegowania zadań, Budowania autorytetu i zarządzania grupą i wielu, wielu innych rzeczy.
I napiszę też, że KOCHAM książki!!! LOVE YA!!!
I kończąc już, wspomnę jeszcze o jednym, o czym wspomnieć zapomniałem wcześniej. Gdy lat miałem 24, na trzecim roku psychologii będąc miało w moim życiu miejsce pewne wydarzenie, wydarzenie na tyle szczególne i tajemnicze, że po latach, w korporacji już gdy pracowałem, postanowiłem to opisać.
I opatrzyłem tę, bądź tą, powieść tytułem: "PUZZLE".

Rock your life!!!
